Nic wspólnego z życiem

Dramatyczne momenty rozpraszają ciemność, eksplodując w rozdartych strzępach czasu: rozpaczliwym gestem roztrzaskujesz szybę i nagle wszystko wokół zbryzgane jest krwią i obsypane okruchami szkła zabarwionymi karminem; rzucasz się na tę szybę, łamiesz jakieś kości, zdzierasz trochę skóry. Plastry i gipsy, i bandaże, i środki dezynfekujące zabliźniają i koją rany. Lecz depresja to nie nagła katastrofa. Jest jak rak - na początku jej guzowatej tkanki nie dojrzy nawet najbystrzejsze oko, aż tu nagle, pewnego dnia - bach! - i masz wielką, śmiertelną, trzykilogramową narośl w mózgu, na łopatce albo w żołądku i ta nieforemna masa, stworzona przez twoje własne ciało, całkiem poważnie usiłuje cię uśmiercić. Depresja jest właśnie podobna do raka: powoli, przez całe lata, toksyczne dane gromadzą się w umyśle i sercu, a komputerowy program totalnej beznadziei wbudowuje się na stałe w twój system, czyniąc życie coraz bardziej i bardziej nieznośnym. Ale ty nie zauważasz jej postępów, przekonany, że to całkiem normalne, że może się starzejesz, że czas płynie i nagle zdajesz sobie sprawę, że całe twoje życie jest nieopisanie strasznie, nic nie warte, jedna groza i czarna plama na białej równinie egzystencji. Pewnego ranka budzisz się z przerażeniem, że musisz wstać i żyć dalej

To jedno powiem wam o depresji - nie ma ona nic wspólnego z życiem. W zwyczajnym życiu jest miejsce na smutek, tęsknotę i cierpienie; wszystkie te uczucia, w swoim miejscu i czasie, są normalne, nieprzyjemne, ale normalne. Depresja to inna sfera, naznaczona absolutnym niebytem i brakiem: brakiem motywacji, brakiem uczucia, brakiem reakcji i brakiem zainteresowania. Cierpienie podejmowane ciężkiej klinicznej depresji jest podejmowaną przez samą naturę - wszak nie znosi ona pustki - próbą wypełnienia tej pustej przestrzeni niebytu. Ale tak naprawdę człowiek w głębokiej depresji jest jak podniesiony i wprawiony w ruch umarły.
Źródło: Depresja - złośliwy smutek, MUZA SA, Warszawa 2001, s. 195, 196.


Białe, przenikliwe światło

Moje poplątane życie wewnętrzne pociągało za sobą szereg komplikacji życiowych, a niepowodzenia potęgowały stany depresyjne, chęć ucieczki przed życiem, l tak w kółko...

Naprawdę chciałam dobrze, ale wychodziło całkiem inaczej. Kiedy jakiś bodziec podrywał mnie do działania, oddawałam się sprawie całym sercem, by po pewnym czasie stwierdzić, że to moja kolejna życiowa porażka. Znów wpadałam w otchłań rozpaczy.

Ten życiowy "przekładaniec" doprowadził mnie do stanu, w którym zupełnie nie umiałam się ruszyć. Przesiadywałam godzinami w fotelu, ogarnięta totalną niemocą, przepełniona poczuciem winy za moje ewidentne lenistwo. Wszystko było bez sensu. Doznawałam uczucia bólu psychicznego, bolało mnie myślenie. Wiem, że kto tego nie doświadczył, nie jest w stanie pojąć, na czym polegają piekielne męki chorego umysłu. Bo trudno zrozumieć stan, w którym śmierć wydaje się jedynym wybawieniem, a równocześnie ta sama myśl napawa śmiertelnym przerażeniem...

Miałam poczucie, że roztapia mi się mózg, a głowę wypełnia białe, przenikliwe światło. Wokół głowy zaciskała się obręcz, powodując niesamowity ból. Z wielkim trudem próbowałam utrzymać w głowie świadomość, która za wszelką cenę chciała wyparować. Zmęczona nadludzkim wysiłkiem, wpadałam w niebyt, by po chwili znów wsłuchiwać się w siebie. Prowadziłam nieustanny dialog wewnętrzny, swoje ciało odczuwałam kolorami.
Źródło: http://elkanie.republika.pl/ks-ka01.htm

Jeśli masz pytanie, wątpliwości, jeśli Ty lub bliska Ci osoba miała kontakt z depresją, podziel się z nami swoją opinią, doświadczeniem lub wiedzą. Dziękujemy!


Musisz mieć włączone javascript, aby wyświetlać komentarze.